Home » Inne » Pamiętacie Johna Arne Riise? Jest bankrutem i został oskarżony o kradzież

Pamiętacie Johna Arne Riise? Jest bankrutem i został oskarżony o kradzież

Niewielu młodszych kibiców może kojarzyć Johna Arne Riise. Ci starsi na pewno pamiętają jednak legendarnego piłkarza reprezentacji Norwegii i Liverpoolu. Boczny obrońca długo grał na najwyższym poziomie i mogłoby się wydawać, że dzięki temu zapewni sobie stabilność finansową na długie lata po zakończeniu kariery. Stało się jednak inaczej. Riise zbankrutował, a ostatnio został oskarżony o kradzież 55 tysięcy euro z konta… swojej 7-letniej córki!

Kariera Riise obfitowała w sporo sukcesów, ale też porażek – głównie tych pozaboiskowych. Piłkarz zarabiał wielkie pieniądze, ale w zasadzie od początku miał problemy z ich utrzymaniem. W czasie gry w piłkę już został bankrutem, później wprawdzie zdołał się odbić i wyjść na prostą, ale w 2016 roku ponownie stracił wszystkie pieniądze i miał duże długi. Przyczyniły się do tego nieudane inwestycje byłego już zawodnika.

Skandali z jego udziałem nie brakowało. Najsłynniejszym była afera SMS-owa. Riise miał wysyłać wulgarne wiadomości tekstowe z seksualnymi propozycjami norweskim gwiazdom telewizji i filmu.

Teraz media mówią o kolejnym skandalu z jego udziałem. Chodzi o oskarżenie kradzieży 55 tysięcy euro z konta 7-letniej córki. Była żona Riise, Maria Elvegard złożyła zawiadomienie o tym fakcie, ale sam były zawodnik próbuje się obronić. Według niego, faktycznie pieniądze zostały wypłacone, ale nie po to, aby wziąć je dla siebie, ale w obawie przed tym, że… zrobi to była żona.

Z racji tego, że były piłkarz znany jest z roztrwonienia majątku, kilku nieudanych związków i innych afer, mało kto teraz mu wierzy. Pprowadzone jest jednak śledztwo, które ma wyjaśnić całą sprawę.

* Fotografia pochodzi ze strony indianexpress.com.

               

Autor: marm

Zobacz również:

Siemaszko nie czuje się winny. „Ruch nie spadł przeze mnie“

– Nie jestem winny temu, że spadli. Liga trwała długo, wszyscy wiemy, jak zadłużony był …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *